Lasius umbratus (Curtus)

Z Formicopedia

Porozmawiaj z autorem na forum o mrówkach

Lasius (Chthonolasius) umbratus.

Złapałem se mrówy :>

A właściwie to jedną - królową Lasius (Chthonolasius) umbratus. Oczekując na rójkę L.niger, bawiłem się podglądaniem jak robotnice hurtnicy czarnej(L.niger), ścigają się z robotnicami hurtnicy wstydliwej (L.brunneus) w "dojeniu mszyc na jakimś zielsku". Nagle, tuż przy ścieżce L.niger, zauważyłem ruch, przyjżawszy się, stwierdziłem, że patrzę na drapieżną królową jakiegoś nie znanego mi dotąd gatunku. minimalnie większa od królowej Lasius (Dendrolasius) fuliginosus, a w każdym razie trochę masywniej zbudowana, jasno brązowa z czerwonawym połyskiem - trzymała w szczękach robotnicę L.niger. Mam od pewnego czasu manię noszenia po kieszeniach różnych małych pojemniczków - no cóż, jeden z nich się przydał :D No i się zaczęło :> Tiaaa... W drodze powrotnej zaczęł do mnie docierać z pamięci strzępki informacji, układając się powoli w puzle a następnie w odpowiedź na pytanie, z jakim gatunkiem mam do czynienia - UMBRATUSEK :))) A to ci checa :D

Gatunek ten znam z tego, że jego robotnice w sytuacji osierocenia, adoptują królowe kartonówki (L.fuliginosus), nie potrafiące samodzielnie zakładać kolonii, ale królową widzę po raz pierwszy. Robotnice są bardzo masywne, pomarańczowożółte o długości nawet do 5mm, co w połączeniu z ich kształtem, sprawia wrażenie dużych. Odżywiają się głównie spadzią mszyc korzeniowych i sporadycznie drobnymi bezkręgowcami. Życie spędzają pod ziemią w prymitywnych kartonowych gniazdach. Doooobra... to co dalej ? :> Powertowawszy książki (no w końcu se kupsłem ;P ), dowiedziałem się, że potrzebna mi kolonia L.niger aby móc założyć następnie kolonię L.umbratus :(

Królowa L.umbratus bowiem, nie jest w stanie sama wychować sobie robotnic na sposób klasztorny, tak więc pasożytuje na innym gatunku (głównie L.niger, L.alienus). Wygląda to właśnie tak, jak w momencie gdy złapałemtę swoją młodą więźniarkę : przyczaja się przy wejściu do gniazda nigerka, tuż przy ścieżce zapachowej, łapie jedną robotnicę i naciera się nią dokładnie, przejmując w ten sposób częściowo zapach atakowanej kolonii, następnie z tą robotnicą w szczękach, wyczekuje momentu zmniejszonego ruchu robotnic w norce i jak torpeda wparowuje do korytarza, cały czas trzymając martwą już robotnicę przed sobą w charakterze kamuflarzu. Za pomocą węchu, lokalizuje komorę, w której składowane są młode larwy i udawszy się tam, \"kąpie\" się w nich, przejmując ich zapach. W ten sposób przestaje być w kolonii \"intruzem\" a w momencie gdy żebrząc o pokarm od nieświadomych niczego robotnic, napełni wole - zaczyna czerwić. W chwili, gdy zacznie składać jaja, wzrasta poziom jej feromonów, co z kolei powoduje, że robotnice zaczynają lgnąć do niej, jak do własnej matki. Nie wiadomym mi est narazie, czy sama zabija właściwą królową L.niger, czy też robią to same robotnice oszukane wyjątkowo silnymi feromonami umbratusa, w każdym razie w przypadku udanej adopcji, kolonia traci swoją prawowitą "władczynię".

Robotnice nigerka są wszystkożerne a co za tym idzie, dostarczają młodej uzurpatorce, wysokowartościowej karmy, co pozwala jej na składanie dużych ilości jaj a larwy z nich wylęgłe, mają pod dostatkiem białkowych składników. W dosyć krótkim czasie pojawiają się pierwsze żółte robotnice a kolonia L.niger powoli wymiera ze starości a braku reproduktorki własnego gatunku.

Echhh... no nic - dla dobra nauki... :> Mam młodą (ubiegłoroczną / zimowaną) kolonię, którą chciałem przeznaczyć do formicarium typu \"R\" na wystawę terrarystyczną - mówi się trudno, spróbuję oszukać trochę i ocalić część kolonii wraz z jej królową (ginącą zwykle po inwazji umbratusa) a część przeznaczyć dla utworzenia orszaku "agresorki" ;)

Przygotowałem formicarium pozwalające mi, na pełen dostęp do kolonii, bez potrzeby demontarzu całości, czy też wymuszania przeprowadzek. Płaska szklana kuweta (płaskie akwarium) z położonym na dnie, wydrążonym złożem korka i całość kryta szybą wysówaną w razie potrzeby. Korek delikatnie nawilżyłem. Po wyłożeniu na arenę, otwarłem probówkę z kolonią L. niger. Na oko licząc, jakieś 200 - 250 robotnic, mnóstwo jaj i larw. Ponieważ zależało mi na czasie, delikatnie za pomocą lampki, podgrzałem probówkę - robotnice bardzo sprawnie znalazły wejście do nowego domku w korku i rozpoczęły przeprowadzkę do sztucznych korytarzy. Korytarz wejściowy, rozgałęzia się na trzy oddalone od siebie oddzielne przejścia, kończące się komorami o kubaturze około 1cm3. Dwie z komór są połączone wąskim przejściem, przez które jedynie robotnica zdoła się przecisnąć.

Robotnice sprawdziwszy wszystkie możliwości ewakuacji, zaczęły przenosić jaja i larwy do jednej z połączonych komór. Po 3 godzinach w probówce pozostała już jedynie królowa, która teraz kilka robotnic usilnie namawiało do wyjścia z dotychczasowego mieszkanka. ostrożnie zbliżyłem lampkę aby przekonać oporną królową iż nie jest jej wygodnie w probówce - udało się ;) Robotnice ciągnąc za szczęki, zaprowadziły królową do drugiej z połączonych komór i probówka została pusta. Wyciągnąłem probówkę, ostygła szybko... teraz wpuściłem do niej królową L.umbratus aby mogła przesiąknąć zapachem kolonii, gdyż obawiałem się, że w warunkach sztucznych i na ograniczonej arenie, może być problem z kwestią łapania robotnicy, nacierania się nią itd. Czas naglił - co rawda dopiero 12h minęło od momentu złapania królowej, jednak nie ma ona zbyt dużych zapasów pokarmowych i jeżeli szybko nie zostanie adoptowana - cała operacja weźmie w łeb...

Aby chociaż mieć pewność, że zrobiłem wszystko co mogłem by nie stracić tej królowej, podałem jej maleńką kroplę miodu ze strzykawki - zjadła ;)

Po następnych 5h kolonia L.niger była już zadomowiona na dobre w korkowych korytarzach i komorach, larwy oddzielone od jak i posegregowane w/g wielkości a robotnice napojone agarowym "soczkiem". Królowa umbratus prawdopodobie również już przesiąkła (przynajmniej częściowo) zapachem tej kolonii, węc wyłożyłem otwartą probówkę z nia na arenę. Szybko z niej wyszła.

Ostrożnie badając okolicę czółkami, zacząła iść wzdłóż ścianki areny. W pewnym momencie doszło do nieuniknionego spotkania z robotnicą niger. Obie zamarły na moment... Królowa została zignorowana ale sama nie pozostała bierna - ruszyła za robotnicą. Po kilku minutach śledzenia robotnicy po całej arenie, trafiła pod wejście do gniazda. Najedzone robotnice furażerowały jedynie pojedynczo po arenie, więc ruch w wejściu był niewielki. Obmacawszy otwór wejściowy czólkami, królowa jak torpeda wparowała do środka. Szybciej niż się spoodziewałem, znalazła właściwy korytarz i komorę ze średnimi larwami, oddalone od komnaty, zamieszkałej przez królową Lasius niger. "Agresorka" zanurkowała w larwach i tak spędziła dobrą godzinę przemieszczając się co chwila pomiędzy nimi, czyszcząc czy też smarując czymś całe ciało. W międzyczasie była kilkakrotnie "odwiedzana" przez robotnice L.niger, ignorujące ja z wzajemnością. Po tym czasie wyszła z komory na korytarz, gdzie zaczęła "rozmowę" z napotkaną robotnicą. W chwilę później, otrzymała pokarm od jednej z kilku już robotnic otaczających ją w szerszym punkcie przejścia.

Teraz pozostało mi już tylko wypatrywać momentu składania pierwszych jaj - nie niepokojone robotnice, powinny ładnie zająć się uzurpatorką a moim zadaniem, będzie w tym momencie ratowanie dotychczasowej dominantki. Z karmą dla mrówek nie mam problemów, świerszcza i mącznika produkuję sam w dużych ilościach, tak więc i białka dla moich podopiecznych nie brakuje. Poza agarowym "soczkiem" podałem nigerkom małego, zabitego świerszcza - błyskawicznie wzięły się do obrabiania go i przenoszenia po kawałku do komory z larwami, gdzie również osiadła królowa umbratusa. Zauważyłem, że ignoruje ona całkowicie pokarm stały a zajęła się wylizywaniem larw.

Jest wieczór - odwłok umbratusa powiększył się wyraźnie a robotnice niger zdecydowanie chętniej niż własną królową, przybiegają karmić "intruza" - chyba czas na interwencję ;) Po otwarciu areny, moment zaniepokojenia... Szybko jednak mija - mrówki siedzą w lwiej części w komorach i zaczęły już nawet delikatnie się wgryzać w korek, wynosząc jego drobinki na zewnątrz i powracając odrazu do dalszej pracy. Obecnie ignorują już resztkę karmy. Całość wstawiam do płytkiej tacy z wodą.

Teraz najtrudniejsza część zadania - otwieram gniazdo, przesówając szybę nakrywającą korek, pierwotne delikatne zaniepokojenie ciągiem powietrza, zamienia się w ogólną panikę w gnieździe. Szybę odsunąłem jedynie na taką szerokość, aby odsłonić najgłębiej usytuowaną komnatę królewską L.niger, bez odkrywania komnaty z larwami, gdzie mieszka L.umbratus. Pełna obecnie jaj królowa L.niger, nie jest w stanie szybko się poruszać, robotnice nadal się nią opiekujące, pomagają jej wyjść na wierzch korka, gdzie ułożyłem również i starą probówkę tej kolonii. Pojemnik jest mrówkom znany a i zapach ma nadal charakterystyczny dla tej kolonii - około 50 robotnic grupuje się dookoła swojej matki, niosąc również kilka larw. Pozostałe robotnice zbiły się ciasno dookoła komory z L.umbratus i większością larw i jaj. Królowa L.niger wchdzi szybko do probówki (dużo chętniej, niż gdy ją opuszczała. Tu otacza ją szereg robotnic - nie czekam dłużej. Zamykam probówkę wacikiem i zabieram z formicarium.

UFFF... nie dosyć, że wygląda mi na udaną adopcję umbratusa, to jeszcze udało mi się uratować królową nigerka ;) Co prawda nadal nie wiem, w jaki sposób dochodzi do zabicia prawowitej władczyni w naturze, jednak na te obserwacje jeszcze przyjdzie pora. Narazie odpuszczę sobie (jeszcze chwilowo mam zbyt emocjonalny stosunek do mróweczek ;) ). Teraz trzeba zamknąć komory korka. Czekam aż biegające w panice mrówki uspokoją się i wejdą do środka przykrytych jeszcze korytarzy. Trwa to około 2h, w czasie których noszone są larwy i jaja to na arenę, to na powrót do komór. Królowa umbratus przycupnęła spokojnie w kącie komory i jedynie co chwila "konsultuje" się z przebiegającymi robotnicami, utwierdzając swoją pozycję. Dobrze... powoli ruch zamiera, zaczynam delikatnie wsówać szybę na miejsce, uważając aby nie zgniatać nią robotnicco jakiś czas wychodzących na wierzch.

Dobre 5minut zajęło mi cofnięcie szyby do pozycji pierwotnej... ale muszę z dumą wyznać, że nie uszkodziłem ani jednej robtnicy ;) Teraz czas wyłowić te, które w zamieszaniu ześlizgnęły się z zewnętrznych ścianek do wody, jednak nie wpuszczę ich do umbratuska - zasilą stopniałe szeregi oszaku L.niger ;) Zamykam formicarium, osuszam dno i odstawiam całość na pułkę, gdzie w temperaturze 28stC pozostawiam w spokoju ;) Teraz już tylko czekanie mi pozostaje ;) Zaczekam... a gdy dojdzie do znaczących zmian w rozwoju tej obecnie na dobre już "zainfekowanej" kolonii - opiszę ;) Curtus

inne
Drukuj lub eksportuj